Trendy

Trendy 2018 | Trochę irytacji ze świata designu

Uprzejmie ostrzegamy, że to nie będzie kolejny post z nowinkami ze świata #designu, w którym zostaniecie obsypani najświeższymi i najbardziej interesującymi światowymi trendami dotyczącymi aranżacji wnętrz czy „zewnętrz”. To nie będzie wpis zawierający najcenniejsze #newsy, płynące do Was prosto z najważniejszych targów designu w Europie, czy na świecie.

Zacznijmy od początku… Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy wspominałyśmy wspaniałe i niezwykle inspirujące wydarzenie, jakim są coroczne, przez wszystkich oczekiwane,
Targi Isaloni Salone del Mobile Milano, czułyśmy silną potrzebę podzielenia się z Wami przemyśleniami odnośnie tego wydarzenia – co nas szczególnie zaskoczyło,
co zaciekawiło, co zauroczyło najbardziej. Jakie desenie i tekstury są absolutnie TOP 🔝 HOT ⚡, jakie barwy krzyczą „jestem najlepszy, a na pewno lepszy niż Pantone 18-3838” (czytaj: Ultra Violet, wybrany przez Pantone jako „Kolor Roku 2018”). Jednak z każdym dniem narastało w nas poczucie „to nie może być tak”. Apogeum nastąpiło
całkiem niedawno, gdy otrzymałyśmy propozycję wyrażenia swoich refleksji w jednym z miesięczników branżowych, odnośnie tegorocznych targów mediolańskich, w dużym skrócie – jakie tendencje dostrzegamy we wnętrzach, co naszym zdaniem królowało w Mediolanie w tym roku. W propozycji nie było, oczywiście, nic, co można byłoby nazwać nie w porządku. Zupełnie nie o to chodzi. Natomiast, skłoniło nas to do pewnych refleksji.

 

 

„To” nie może być tak.

W rozmowach odnośnie dominujących nurtów w sztuce, oraz we wszelkich dziedzinach, które mają ze sztukami „pięknymi” cokolwiek wspólnego, nie ma, oczywiście, nic złego. Refleksje te zawsze były ważną częścią wszelkich rozważań pośród kręgów osób zajmujących się sztuką, to także zawsze będzie obecne, i to także – jak najbardziej – jest ważną częścią obcowania ze sztuką, czy jej podobnymi. Natomiast, w ostatnich latach silnie zauważamy tendencje, w których owe rozważania o sztuce, designie, wzornictwie, architekturze etc. przeradzają się w przemyślenia typu #musthave, a najistotniejszą kwestią jest CO OBECNIE JEST #TRENDY?

Tak jak koncerny farmaceutyczne napędzają nam chorób, tak trendy wnętrzarskie, kreowane przez branżę, napędzają nam chęci posiadania. „To” jest teraz trendy, więc Ty musisz „to” mieć, a cała branża musi mieć pieniądze z „tego”, że Ty „to” masz. I wszyscy są szczęśliwi. Następny rok (przy lepszych wiatrach – drugi czy trzeci), wygląda tak,
że już „inne to” jest trendy, więc Ty zechcesz posiadać już „inne to”, a „to” zechcesz zamienić „innym to”. I zdecydujesz się na „inne to”, jeśli zwyczajnie będzie Cię na „inne to” stać. Wtedy sytuacja zatoczy koło, i znów wszyscy będą zadowoleni, bo Ty zachłyśniesz się chwilowym przypływem radości z „innego tego”, a branża dostanie pieniądze za to,
że zdecydowałeś się na (kolejne) „inne to”. Co nastąpi później? Wszyscy doskonale wiemy. Tu temat mógłby być kontynuowany o pokuszenie się o rozwinięcie odnośnie „Pokolenia Y”, i kolejnych młodszych pokoleń, które lada moment zajmą miejsce najważniejszych konsumentów na rynku, i ich podejście do życia w stylu: „nie naprawiamy, wymieniamy na nowe”.

Tak, nie ma w tym nic odkrywczego. Możesz spokojnie i pouczająco dodać, że „na tym polega cały ten biznes”, „i tak ma być”. Tak, kiedyś królowała sztuka, teraz królują produkty. Działanie wszelkich tych zależności nie jest szczególnie skomplikowane, a przynosi ogromne zyski, co zadowala całą branżę, a skoro „wszyscy” są zadowoleni, to…
…CO W TYM ZŁEGO?

Przeanalizujmy sobie w skrócie, czym jest właściwie TREND. Zupełnie wystarczająco określa to pojęcie Słownik Języka Polskiego, tzn. jako istniejący w danym momencie kierunek rozwoju w jakiejś dziedzinie. Wszelkiego rodzaju tendencje, ogólnie dostrzegane „zachowania”, są zauważalne w niemalże każdym z wieków, każdej z epok, każdej
z dziedzin. I w porządku. Jednak dziś, słowo ‚trend’ zastępuje słowo ‚nurt’. Nie jest to pewien kierunek, którym pragną inspirować się twórcy, i nie jest to prąd, którym pragną podążać, a naśladowanie, miejscami wręcz odtworzenie, tego wcześniej wspomnianego „must have”. I to, co jest, niestety, tak często nadużywane w dzisiejszym świecie, zupełnie nikomu nie przeszkadza. Ktoś, czy pewien ruch kierowany większą grupą osób, „dyktuje”, co w tym momencie jest modne, a co za tym idzie popularne,
a co jest kolejnym następstwem – za niedługą chwilę wszyscy będą chcieli „to” mieć. I gdy powiemy to sobie na głos, szczerze mówiąc, ostatnią rzeczą, jaką chciałybyśmy robić w naszym zawodzie, jest nakłanianie naszych Klientów do kupna czegoś, co jest „must have”, czyli tego, co już mają albo za chwilę będą mieć WSZYSCY. Jak w każdej z dziedzin, nie powinno się generalizować, natomiast wydaje nam się, że duża część z Was, jest w stanie przyznać nam rację, że wiele projektów tak właśnie wygląda – jest żywą kopią salonowych i katalogowych „must have’ów”. Chciałybyśmy tu od razu dodać, że korzystanie z trendów w jakiś sposób niekoniecznie musi być złe. Jeśli płynie za tym jakaś głębsza idea, czy na przykład spełnienie marzeń Inwestora – typu Inwestorzy kochają morze, a we wnętrzu króluje styl marynarski – super, jeśli jednak we wnętrzu króluje styl marynarski, bo on jest aktualnie w TOP10, to… To nie może być tak. Jeśli projektant argumentuje istnienie czegoś w aranżacji, tym, że to jest aktualnie „trendy”, to niestety nasze podejście do kreowania sprawia, że nie potrafimy tego zrozumieć.

Nie ma nic złego w korzystaniu z uroków współczesnego designu, który potrafi nieść ze sobą niezwykłe piękno, nieustannie ewoluuje
i zaskakuje, natomiast dobrze, gdyby stało za tym coś więcej, niż sam fakt, że coś jest na tę chwilę modne. Fakt, że „to coś” jest obecnie modne, daje największe ryzyko na to, że za chwilę „to coś” trafi do większości domów, a co za tym idzie, pozwoli w bardzo krótkim czasie się sobą znudzić. Wydaje nam się, że nie w tym celu powinny powstawać tygodniami czy miesiącami „przemyślane” przestrzenie,
by za moment poczuć nimi przesyt, a chwilę później przekształcać je na przestrzenie zupełnie inne. Siłą dobrze przemyślanych przestrzeni jest ponadczasowość, którą niestety gubią trendy.

Po wpisaniu w wyszukiwarce Google frazy „trendy 2018” pojawia się około 475 000 000 wyników, gdzie na pierwszym miejscu królują trendy dotyczące wyposażenia szaf,
a zaraz po nich wyposażenia… wnętrz. Niestety nie naszych osobistych wnętrz (które swoją drogą w wielu przypadkach całkiem fajnie byłoby wzbogacić o więcej dobroci
i empatii w stosunku do innych), ale wnętrz naszych mieszkań, domów. Gdy natomiast wpiszemy frazę „must have 2018”, wyników pojawia się już wysoko ponad trzy miliardy. Tak, miliardy. Na dzień dzisiejszy. Niezaprzeczalnie króluje moda na posiadanie, co oczywiście jest rzeczą konieczną dla istnienia większości branż związanych jakkolwiek
z handlem, i niech tak zostanie, bo to napędza gospodarkę, dzięki temu „to wszystko” się kręci. Problemem jest jednak inna rzecz.

 

 

A mama mówiła.

Nie chciałybyśmy ocierać się o hipokryzję – są też „fajne” trendy! Lubimy ich różnorodność, często abstrakcyjność, niejednokrotnie nas inspirują! Choć większość przeraża,
wiele z nich naprawdę niezmiernie cieszy. Przykładem jest choćby moda na szeroko pojęte EKO, czy mocno dostrzegalny powrót do zamiłowania do zieleni. Ale właśnie,
ILE zamiłowania w zamiłowaniu? Zieleń po wielu latach „sterylności” powróciła na salony (a nawet kuchnie i łazienki!), i to z niezłym rozmachem, jednak mamy ogromne obawy, że nie przetrwa w świecie #prestiżu, inaczej mówiąc – zostanie zwykłym trendem, zmieniającym „ponadczasowość” w „ulotność”. Branża narzuci inny kierunek, a sukulenty, palmy i monstery, które są teraz „must have”, mimo swej „wrodzonej” odporności na trudne warunki, wyschną z żalu. Mamy cichą nadzieję jednak, że szał na roślinność przetrwa swoje najtrudniejsze 5 minut, i tuż obok drewna, stanie się ponadczasową modą – TĄ, jedną z niewielu, która będzie na stałe gościć w naszych wnętrzach i zewnętrzach, a także bez końca w świadomości speców od marketingu i reklamy. A w takim układzie wszyscy będą jeszcze bardziej szczęśliwi! Tu, oprócz samego piękna roślin, które pozytywnie wpływają na wnętrza naszych domów, mogłybyśmy wspomnieć również o ich cudownym wpływie na nasze osobiste wnętrza, na nas samych. Jest to jednak temat zbyt szeroki na dziś. Rośliny zasługują na to, by poświęcić im osobny wątek ✿ : ) .

Nieustanne pojawianie się nowych trendów samo w sobie nie jest złe. Tak naprawdę bardzo fajnie, że stale kształtują się jakieś przemiany, że „się dzieje”. Głównym problemem natomiast, jest nieodpowiednie korzystanie z trendów.

Trendy w dzisiejszych czasach zastępują niegdyś panujące nurty… Nurty to ścieżki, które mają inspirować, którymi chce się podążać, trendy natomiast to gotowe wzory postępowań, podane na tacy możliwości tworzenia kopii. A co najstraszniejsze, z odgórnym, powszechnym zezwoleniem.

Tak się robi. Wszyscy tak robią. A mama mówiła: Nie bądź jak wszyscy.

 

 
 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: